Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Światło.

Hej kochane <3

Wczoraj po napisaniu notki czułam się o wiele lepiej. Wyrzuciłam z siebie to, co mi ciążyło na sercu i teraz czuję się o wiele lepiej. 

Wstałam koło 10, czyli dość późno jak na mnie, ale miałam ochotę dłużej pospać. Zrobiłam sobie poranną medytację jeszcze leżąc, a później od razu po wstaniu z łóżka ogarnęłam się. Nie ma łażenia po domu w piżamie cały dzień! Ubrałam się, związałam włosy w kucyk, po czym włączyłam sobie podcast i zaczęłam sprzątać. Zmieniłam pościel, wyszorowałam łazienkę, odkurzyłam, zrobiłam pranie. Stwierdziłam, że skoro chcę mieć porządek w głowie, to muszę też mieć porządek wokół mnie. Po sprzątaniu zeszłam na dół i zrobiłam sobie kawę. Nakarmiłam kota, a potem z zadowolonym kotem na kolanach poczytałam trochę. Zrobiłam też półtoragodzinną praktykę jogi i czuję się o niebo lepiej. Zupełnie jak inna dziewczyna, niż ta, która pisała tutaj wczoraj. Może mój dzień nie wyglądał w 100% tak, jak wczoraj rozpisałam, ale to był jedynie przykład dnia idealnego. Nigdzie nie napisałam, że codziennie tak będzie, bo nie tak działa życie. Dzisiaj na przykład nie wyszłam na spacer. I co? Nic się przez to złego nie stało. Zamiast tego zrobiłam jogę i przyniosło mi tyle samo dobra (jak nie więcej), co przyniósłby mi spacer.

Wszystko zaczyna się w głowie. Nasze nastawienie jest kluczem do sukcesu. Jeśli będę działać w sposób samo-destrukcyjny nic dobrego z tego nie wyjdzie. Widzę efekty mojej chwilowej beznadziejności - chaos w domu, a na twarzy zrobiło mi się sporo pryszczy od niezdrowego jedzenia. Na szczęście waga jakoś ogromnie nie wzrosła - dziś rano było 59.1 kg. Cieszę się, że nie straciłam tego, nad czym tak długo pracowałam.

Jednak moja waga to tylko liczba. Liczba, która mnie nie definiuje. Liczba, z którą nie powinnam się utożsamiać, bo jestem warta więcej. Każda z nas jest. Kochane, pamiętajcie o tym. Liczy się Wasze zdrowie psychiczne i fizyczne - to, jak się czujecie, a nie jakaś pieprzona liczba, której codziennie pozwalamy nami kontrolować.

Będę się ważyła raz w tygodniu, w czwartki. Chcę odzyskać to nastawienie, które miałam kiedyś. Pozytywne, pełne miłości do samej siebie nastawienie, dzięki któremu osiągnęłam już tak dużo (postępy ze zdrowiem psychicznym oraz pozbycie się nadwagi). Samo-destrukcyjne podejście nigdzie mnie nie zaprowadzi, a tylko przyniesie straty.

Uda się. 

Na śniadanie zjadłam dziś owsiankę na wodzie z bananem i cynamonem. W ciągu dnia sięgałam po winogrona i wodorosty jako przekąska. Na lunch zjadłam kanapkę z brązowym chlebem, dwiema wege kiełbaskami, rukolą, pomidorkiem i ketchupem. A na obiad zjem curry ze słodkiego ziemniaka i fasoli w sosie pomidorowym z ryżem jaśminowym (danie, które ugotowałam parę dni temu) z kimchi. Nadal kontynuuję IF + zdrowe żywienie.

Dla mnie dzisiejszy dzień był świetny i psychicznie czuję się bardzo dobrze, a to jest dla mnie ważne.

Dziękuję za pozytywne komentarze i wsparcie. Dzięki Wam naprawdę poczułam się lepiej <3 Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze :*

Holly 
PS. Muszę sobie sprawić nowego lapka, bo ten co chwila mnie wylogowuje :/

wtorek, 14 kwietnia 2020

Po wielkanocnej uczcie czekoladowej.

Nawet cieszę się, że te święta się skończyły, bo chciałam już wrócić do diety. Przez ten weekend wielkanocny jadłam dużo czekolady, niecałą małą pizzę, obiad od taty mojego chłopaka (pyszny był, a na talerzu było tak dużo jedzenia, że starczyło mi to na 2 posiłki), małą paczkę chipsów i to chyba tyle. Dzisiaj stanęłam na wadze, żeby zobaczyć, jakie są szkody, ale nie było tak źle - 59.2 kg. Szybko to zrzucę. Moja waga dzisiaj szalała, bo na początku gdy się zważyłam pokazała 61 :O Co jest niemożliwe, bo gdybym tyle ważyła, tobym czuła to po sobie, po ciuchach... Przesunęłam wagę na inny skrawek podłogi i wtedy za każdym razem pokazywała te 59.2, więc tego się trzymam
Przez cały weekend trzymałam IF, dzięki czemu jedząc nawet niezdrowe żarcie i w większych ilościach budziłam się z płaskim brzuchem.

Po przebudzeniu dzisiaj wypiłam dwie szklanki przegotowanej wody z cytryną, by oczyścić się trochę z tych wszystkich toksyn. Muszę poczekać jeszcze 2 godziny do śniadania. Pewnie zrobię sobie owsiankę lub zjem jogurt naturalny bez tłuszczu z owocami - nie wiem jeszcze. Na lunch planuję tzw. buddha bowl. Ostatnio sobie robiłam i było pyszne. Oto zdjęcie oraz przepis, którym się inspirowałam.


baza: kasza kuskus, warzywa: papryka, brokuł, pomidorki, szpinak, pieczarki, proteiny: podsmażane tofu oraz trochę domowej roboty hummusu. Mniam <3



Co do obiadu, to nie mam jeszcze planów, ale na pewno nie będzie to nic wymyślnego.

Kochane, wstawię Wam metodę robienia tych proteinowych kulek, gdy będę je robiła następnym razem. Zrobię dokładne zdjęcia krok po kroku :)

Tymczasem będę lecieć. Chciałabym się pouczyć, ale nie mam za grosz motywacji. Chce mi się tylko grać w Skyrima całymi dniami, eh.

Buziole :*


piątek, 10 kwietnia 2020

Pychotki.

Jednak udało mi się zasiąść przed komputerem, by coś tutaj skrobnąć dzisiaj. Miałam dość intensywny dzień, a teraz czas na relaksik. W dodatku miałam ochotę tu napisać, więc czemu by nie skorzystać z tej okazji? Mam teraz święty spokój, bo chłopak gra w gry na playstation z kolegami :D
Dzisiejszy dzień minął mi przyjemnie. Wstałam koło 8, ubrałam się i pograłam w Skyrima. Później ja i chłopak podjechaliśmy odebrać zakupy, także mam teraz dużo zdrowego żarełka i mam nadzieję, że starczy nam to na 2 tygodnie. Dzięki IF teraz mniej jem, więc jedzenia powinno starczyć. Zaszłam też do sklepu ze zdrową żywnością, gdzie zaopatrzyłam się w parę składników potrzebnych do zrobienia energy balls (kuleczki proteinowe). Po południu sprzątałam, łupałam orzechy włoskie do kuleczek no i zrobiłam te kulki, które smakują obłędnie <3 Zjadłam ich kilka jako przekąskę. Lepsze to niż czekolada, bo przynajmniej wiem, co w nich jest i mam pewność, że nie dodałam tam cukru. Jedyny cukier, który w nich jest to naturalny z daktyli / syropu z daktyli. Robiłam różne kombinacje tych kuleczek. 


Na śniadanie zjadłam dziś takie oto śniadanie:

wege szynka, 2 kromki brązowego chleba, jajecznica z pieczarkami i pietruszką, pomidorki koktajlowe

Na późny lunch zjadłam sałatkę grecką, ale fotki nie zrobiłam, bo zapomniałam. Na obiad nic nie zjadłam, bo zapchały mnie wyżej wspomniane kulki. 

W sklepie ze zdrową żywnością kupiłam sobie także takie wodorosty na przekąskę. Ja je bardzo lubię, chociaż wiem, że wiele ludzi nie przepada za nimi, bo mają bardzo rybny posmak.



Dziś rano waga pokazała 58.1 kg! Byłam cała w skowronkach, gdy to zobaczyłam. Być może waga wzrośnie po niedzieli, bo szykuje się obiad od taty mojego chłopaka (nigdzie nie idziemy - jego tata przywiezie nam obiad do domu) i pewnie zjem kilka jajek z czekolady - nie będę się z tym kryła. Od poniedziałku, ewentualnie od wtorku wrócę do zdrowego żywienia. 

Powiem Wam, że bardzo dobrze czuję się na IF. Jutro minie równy tydzień. Dzięki IF + zdrowemu żywieniu waga znów zaczęła iść w dół, a ja czuję się lekko, bez uczucia przejedzenia, którego nienawidzę. Na pewno będę kontynuować IF.

Jest już prawie 23, więc będę spadać. Robiłam sobie hybrydy i zajęło mi to 2 godziny i teraz padam. 

Trzymajcie się kochane <3 Wesołych oraz pogodnych Świąt Wielkanocnych Wam życzę! Mam nadzieję, że miło spędzicie ten czas mimo obecnej sytuacji.

Buziole,
Holly



czwartek, 9 kwietnia 2020

Zabić drozda i Skyrim ❤️ Udany dzień 😊

Znalazłam idealny sposób na zapominanie o jedzeniu :D Nudziło mi się dzisiaj tak, że postanowiłam pograć sobie na play staytion chłopaka. Grałam sobie w Skyrim i nie wiadomo kiedy kilka godzin minęło bardzo szybko. Przez to zagapienie się nie zjadłam lunchu 😅

Przed graniem w Skyrima siedziałam na fotelu i wygrzewałam się w słoneczku czytając Zabić Drozda. Mieliśmy dziś cudowny, ciepły i słoneczny dzień. Brakowało mi takiej pogody.

Z samego rana, żeby dotrwać jakoś do 12, czyli do pierwszego posiłku poszłam na spacer i po drodze do domu zaszłam do najbliższego sklepu po świeże maliny. Zrobiłam sobie na śniadanie przepyszna owsiankę z malinami, bananem i masłem z orzechów nerkowca ❤️


Jako przekąskę zjadłam pół melona i wypiłam kawę z mlekiem owsianym. 


Lunchu, jak wspomniałam, nie było. Na obiad zjadłam ryż z tofu z poprzedniego dnia, a na deser pozwoliłam sobie zjeść loda twistera (74 kcal). 

W ciągu dnia piłam dużo płynów (woda, diet cola, herbaty, kawa z mlekiem, fanta zero). Te słodkie gazowane napoje sprawiają, że jakoś nie chce mi się jeść słodkiego. 

Zapomniałam dodać, że dziś rano waga pokazała 58.4 kg, czyli coś tam spadło od wczoraj. 

Jutro i w sobotę pewnie nie napiszę, bo mam trochę roboty w domu. Sprzątanie, pojechać odebrać zakupy itp. Jutro i w sobotę mam zamiar trzymać dietę, ale w niedzielę pozwolę sobie na coś słodkiego. W końcu to Wielkanoc. Miałam jechać do Polski na wielkanoc tak w ogóle, ale odwołano mi lot przez koronowirusa :( Prędko pewnie nie pojadę. Tęsknię za rodzinką. Uwielbiam jedzenie mojej babci, które robi na święta. Nie jest ono dietetyczne w żadnej formie, ale jest pyszne i raz do roku można sobie pozwolić. Szkoda, że w tym roku mnie ono ominie. 

Dzisiaj w Irlandii podali jak najwięcej do tej pory przypadków wirusa w ciągu jednego dnia (500 przypadków). Słyszałam, że w Polsce zaostrzają rygor. Jeśli chodzi o Irlandię, to możemy tylko jeździć po zakupy / do apteki. Nie wolno nam odwiedzać rodziny ani znajomych. Można za to chodzić na spacery w obrębie 2 km od domu, czyli nie jest źle. Na spacery ostatnio chodzę codziennie, bo jest piękna pogoda. Zawsze to trochę ruchu wpadnie. W domu za dużo się nie ruszam, chociaż staram się chodzić więcej, żeby nabijać sobie kroki na zegarku (dzisiaj 8,761 - szkoda, że nie doszłam do 10 tys). 

Na koniec wstawię fotkę porównawczą. Po prawej stronie stan mojego ciała we wrześniu 2019, a po lewej zdjęcie z dzisiaj. Może kogoś tym zmotywuję. Nigdy już nie chce wyglądać tak, jak po prawej 😭 Miałam tam 9 kg nadwagi, a teraz według BMI mam wagę normalną (wzrost 159cm).

Trzymajcie się kochane ❤️ Wesołych Świąt Wielkanocnych 😘

Wasza Holly 




środa, 8 kwietnia 2020

Leniwy dzień.

Dzisiaj pełnia księżyca, a co za tym idzie ja czuję się okropnie zmęczona. Na wielu ludzi pełnia działa odwrotnie. Nie można spać, a ja wrecz przeciwnie. W pełnię zawsze kładę się do łóżka wcześnie, bo nie mam na nic siły! Nie wiem, jak Wy, ale ja wierzę, że fazy księżyca bardzo wpływają na nasze samopoczucie.

Dzisiejszy dzień minął mi bardzo spokojnie. Wstałam, skończyłam czytać książkę z opowiadaniami Murakamiego (Ślepa wierzba, śpiąca kobieta) i wzięłam się za czytanie Zabić drozda. W międzyczasie zrobiłam dwa prania i wywiesiłam na dworze, bo pogoda dziś była cudowna. Ciepło i słonecznie. Niedawno wróciłam z dłuższego spaceru z chłopakiem, w teraz leżę w łóżku.

Jeśli chodzi o dietę, to jest bez zmian. Waga pokazała rano 58.9kg, czyli 200 g więcej niż wczoraj. Nie przejmuję się tym zbytnio. Nadal stosuję głodówkę przerywaną, dzisiaj był czwarty dzień. Gdy budzę się rano mam płaski brzuch i czuję się dobrze. Dopiero koło 10 dopada mnie głód i robi mi się trochę słabiej, ale wypijam kawę i zajmuję się czymś, żeby mi czas zleciał do tej 12, kiedy jem pierwszy posiłek. 

Dzisiaj zjadłam trochę więcej, ale nie było najgorzej. Na spacerze zaszliśmy z chłopakiem do sklepu i kupiłam sobie loda Magnum. Jutro jakoś to będę musiała odpracować. 

Dzisiejszy bilans:

Śniadanie (12): 2 Weetabixy z jogurtem truskawkowym niskotluszczowym, mały banan, jabłko posypane cynamonem.
Późny lunch (16): ryż jaśminowy z tofu i pomidorami posypane pietruszką z ogródka. 
Obiad (19): 3 jajka na twardo z solą
Przekąski: 2 kawy z mlekiem, pomarańcza, jabłko, lód Magnum.

Aktywność: 10,100 kroków

Zrobiłam fotki tylko mrożonej kawie oraz lunchu:


Jeszcze jedna sprawa. Gdzieś od lutego moja waga baaaardzo opornie spada. Zatrzymała się w okolicach 58 kg i dalej ani drgnie. Macie jakieś sposoby na to? Co prawda przez tych ostatnich parę miesięcy pozwalałam sobie na słodycze co jakiś czas i więcej zawalalam, ale nawet kiedy wrócę do diety to waga spada tylko do 58, a dalej nie chce. Rozważałam już nawet zrobienie restrykcyjnej diety przez kilka dni, ale boję się efektu jojo. Próbowałam też pić więcej wody, ale nic mi to nie dało. Już nie wiem co robić. Jak widzę te wahania to mi się odechciewa być na diecie. 

Mam nadzieję, że miło spędziłyście dzień <3

Trzymajcie się ciepło, 
Holly 


wtorek, 7 kwietnia 2020

Nowa taktyka.

Nie wierzę.. Bylam w połowie pisania notki i wszystko mi się skasowało 😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭 Pisanie notek na telefonie to jednak nie jest dobry pomysł. 

Dobra, zacznę od nowa. 

Hej kochane <3

Jestem tu, by napisać, że ostatni piątek i sobota to była katastrofa żywieniowa. Oglądając seriale objadałam się. Nie szczędziłam sobie czekolady, wpadła też chińszczyzna. Główne posiłki były ok, ale przekąski bardzo mnie zgubiły.

W sobotę wieczorem leżałam w łóżku i piłam Baileysa oglądając seriale. Myślałam sobie, jak beznadziejnie czuję się po przejedzeniu - fizycznie, ale też psychicznie. Miałam już serdecznie dosyć kompulsów. Jakoś udało mi się schudnąć te 14 kg bez obsesyjnego podejścia, a teraz? 

W niedzielę rano wstałam z nową dawką motywacji. Poszłam się zważyć. 59.7 kg - nic dziwnego po tym objadaniu się. Ta liczba dała mi jednak kopa, którego potrzebowałam i powiedziałam sobie dość. 

Postanowiłam, że zastosuję nieco inną taktykę, która pomoże mi w opanowaniu jedzenia o regularnych porach bez jedzenia niezdrowych przekąsek pomiędzy głównymi posiłkami. Do tego ograniczę też spożywane kalorie, tym samym nie musząc ich liczyć. 

Przejdę do rzeczy. Słyszałyście kiedyś o głodówce przerywanej (IF, intermittent fasting). Pewnie wiele z Was słyszało. Postanowiłam, że dołączę ją do mojego planu żywieniowego (zdrowe żywienie na bazie pełnowartościowych produktów).

Obrałam wariant 16:8, czyli poszczę przez 16 godzin w ciągu doby, a jem przez pozostałe 8 godzin. W praktyce wygląda to tak:
12-20 - czas, w którym mogę jeść
20-12 następnego dnia - czas postu (przez ten czas można pić czarną kawę, herbaty ziołowe, wodę).

Jestem już trzeci dzień na tym planie i dotychczasowo jest ok. Przedwczoraj i wczoraj czułam się świetnie. Dziś rano przed porą jedzenia trochę słabo się czułam i byłam glodna, ale dotrwałam do pierwszego posiłku i teraz czuję się o wiele lepiej.

Waga też się wyregulowała. Oto pomiary z ostatnich 3 dni:
Tak, wiem, że pomyliłam daty 😅

A oto moje posiłki:
Dzisiejsze z sniadanie (dość obfite bo bylam mega głodna)
Wczorajszy lunch - rosół warzywny. 
2 jajka na twardo, ogórek, fasolka, tost. 
Owsianka (40g płatków) na wodzie z cynamonem, jabłkiem i łyżka masła orzechowego - ostatnio moje ulubione śniadanie ❤️

Wszystkich posiłków niestety nie udało mi się fotografować. Jadłam też jogurty, owoce, a wczoraj na kolację zjadłam jajko na twardo, wrap z serem zapiekany w tosterze... Czasami jem razem z chłopakiem i wtedy ciężko mi robić zdjęcia. Wszystko skrupulatnie zapisuję. Kupiłam sobie też nowy notes do zapisywania codziennych bilansów:

To by było na tyle. Co jakiś czas będę dawać znać, jak mi idzie. 

Trzymajcie się ❤️
Holly

wtorek, 31 marca 2020

Hej,

Nie pisałam tu, bo za bardzo nie miałam o czym. Każdy dzień zlewa się z kolejnym. Siedzę w domu, tylko wczoraj poszłam do apteki i odebrać zakupy. 

Zeszły tydzień upłynął mi w większej mierze na leniuchowaniu, ale żeby nie było pracowałam też trochę koło domu. Uprzątnęłam taras, bo było ciepło, umyłam okna i rozmroziłam zamrażarkę. Postanowiłam, że w tym tygodniu wezmę się za rzeczy związane ze szkołą. Wczoraj praktycznie cały dzień nad tym przesiedziałam i dziś rano kilka godzin również. Zostało mi jeszcze sporo, ale rozłożę sobie tą pracę na kilka kolejnych dni.

Nadal nie wiem, co z pracą i kiedy do niej będę mogła wrócić. Mówią, że co najmniej miesiąc, ale słyszałam też, że może się to przeciągnąć aż do czerwca. Ta niepewność strasznie mnie wkurza, ale nie mam do nikogo pretensji, bo przecież w takiej sytuacji nic się nie da zrobić lub przewidzieć.

Z dietą w zeszłym tygodniu było tak sobie, ale za to wczoraj i dzisiaj idzie mi całkiem dobrze. Przestałam już liczyć kalorie i jem tak samo, jak wtedy, kiedy chudłam. Postanowiłam też, że nie będę się codziennie ważyć, bo przez to popadam w paranoje. Dzień ważenia to czwartek co tydzień, a nie codziennie.

Niestety nie robiłam ostatnio zdjęć posiłkom, więc nie mam co wstawić :( 

Trzymajcie się <3

Holly

wtorek, 24 marca 2020

Update.


Jestem po prawie miesięcznej nieobecności. Nie miałam w ogóle ochoty pisać na tym blogu, gdyż z moją dietą nie było najlepiej. Ciągle zawalałam i jadłam czekoladę na opór. To znaczy moje podstawowe posiłki były ok, ale przekąski między posiłkami mnie zgubiły, bo ciągle sięgałam po czekoladę. Myślami nie chciałam po nią sięgać, robiłam wszystko, co mogłam, by jej nie jeść. Ale ta ogromna ochota na czekoladę mnie zgubiła - świat się zawali, gdy nie zjem trochę czekolady. Możecie się domyślić, że czułam się z tym okropnie i beznadziejnie. 

Na szczęście waga jest w tych samych okolicach - dziś rano było 59.1 kg. Wczoraj oddzieliłam grubą kreską i dzisiaj zaczęłam na nowo. Przemyślałam sobie pewne sprawy i zadecydowałam, że dłużej tak być nie może. Z tą czekoladą zaczęło się głównie w pracy, gdzie byłam nią otoczona. Wszędzie ciastka, gorąca czekolada na wyciągnięcie ręki... Poza tym w zeszłym tygodniu był mały ruch, bo wszystko się u nas powoli zamykało z powodu wirusa. Moje dni w pracy wyglądały tak: szłam rano otworzyć kawiarnię, siedziałam tam sama, bo wprowadziliśmy zakaz przebywania w kawiarni dla klientów i mogli oni tylko zamawiać kawy na wynos. Może raz na pół godziny ktoś przyszedł, a ja siedziałam w kącie i czytałam książki. Było tak niecały tydzień, aż w piątek w końcu dostaliśmy informację z biura głównego, że mamy zamknąć. 

Przy zamknięciu musieliśmy opróżnić wszystkie półki, lodówki, a co za tym idzie dostaliśmy podział ciastek i innych wypieków do zabrania do domu. Było tego mnóstwo. Przyniosłam trochę do domu, po czym rozdzieliłam to i dałam niektórym znajomym, ale i tak sporo zostało, a ja nie mogłam się oprzeć i podjadałam sobie. Strasznie ciężko było mi się opanować, bo z nudów chciało mi się jeść. Na dodatek jestem przed okresem i strasznie chciało mi się czekolady :(

Nadal jest w lodówce kilka ciastek, ale dzisiaj niczego nie tknęłam. Wydaje mi się, że odzyskałam siłę i motywację. Zaczęłam dzisiaj też liczyć kalorię. Nie wiem, czy zawsze będę je liczyć (pewnie nie), ale na początku chciałabym, żeby mieć większą kontrolę nad tym, co jem. Dzisiaj zjadłam 1271 kcal, a mój limit na dzień (tak, by schudnąć pół kilo na tydzień) to 1300 kcal, więc zmieściłam się w limicie. 

Od soboty siedzę w domu. Przypadków zachorowań na wirusa jest w Irlandii coraz więcej - wczoraj wieczorem było już ponad 1000. Nie wiem, jakie są statystyki na teraz, bo jeszcze nie podali. 

Czasami wyjdę na spacer. Codziennie robię sobie sesję jogi i medytuję, żeby zachować czystość umysłu. Dzisiaj sprzątałam też trochę i czytałam książkę. Ostatnio nałogowo czytam Murakamiego i od zeszłego tygodnia przeczytałam już 4 jego książki (Sputnik Sweetheart, Na południe od granicy, na zachód od słońca, Zniknięcie słonia i Kronika ptaka nakręcacza). Uwielbiam <3

Pewnie będę tu częściej pisać, bo nie mam zbyt wiele do roboty.

przekąska: waniliowa latte, banan, pomarańcza, cynamon i choc shot

lunch: 2 jajka na twardo, ogórek, pomidor, 2 chrupkie z domowym hummusem + herbata


piątek, 28 lutego 2020

Krótka notka, wyjeżdżam na weekend.

Hej kochane!

Kolejną notkę piszę w biegu, bo za niedługo muszę wychodzić z domu. Jadę dziś na weekendowy wyjazd z moją grupą joginek ze szkoły, gdzie jesteśmy szkolone na nauczycielki jogi. 

O niczym ciekawym w sumie nie mam do napisania. Ostatnie dni to była katorga pod względem dietowym - jestem przed okresem i mam mega, ale to MEGA ochotę na słodycze. Mam nadzieję, że to minie, gdy okres przyjdzie. Ostatnio też popadałam w paranoję dotyczącą ważenia się - potrafiłam się ważyć po kilka razy dziennie, waga skakała pomiędzy 58 a 60 kg.  Teraz oczywiście liczba jest większa, bo jestem przed okresem. Stwierdziłam, że do niczego dobrego to nie prowadzi i odstawiam wagę w kąt na tydzień. Dopiero zważę się w czwartek w przyszłym tygodniu.

Mam nadzieję, że ten wyjazd pozwoli mi przemyśleć parę spraw i obmyślę strategię, aby się pozbyć tych ostatnich paru kilo do mojej wagi docelowej. Na tym wyjeździe nie zamierzam jakoś specjalnie dietować z racji tego, że jest dla nas gotowane tam jedzenie (wegetariańskie na szczęście) i nie będę miała kontroli nad wyborem posiłków. Zapakowałam trochę owoców, herbat i dietetycznych batonów ze sobą w razie co.

Miłego weekendu kochane :* Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze!

środa, 19 lutego 2020

Nieperfekcyjnie.

Zaczynam dziś pracę później i nie idę na poranne zajęcia jogi, co oznacza, że w końcu mam czas, by skrobnąć parę słów! Tak się cieszę, bo tęskniłam za pisaniem tutaj. Niestety moje życie płynie w zawrotnym tempie i nie starcza mi czasu, by tutaj pisać z większą regularnością :( A teraz siedzę sobie przy biurku z kubkiem zielonej matchy (oby dodała mi energii) i ze śniadaniem (jogurt naturalny 0%, owoce i bułeczka dyniowa - foto bułeczek będzie zawarte w tej notce).
Ostatnie półtora tygodnia minęło mi bardzo szybko. Wróciłam do Irlandii po krótkiej wizycie w Polsce. Pracowałam, nadrabiałam z pracami domowymi do szkoły, chodziłam na zajęcia jogi i sama przygotowywałam się, by takie zajęcia poprowadzić. W ubiegłą sobotę poprowadziłam swoją pierwszą relaksację dla grupy 20 wspaniałych kobiet i to było niesamowite! Siedząc tam i prowadząc całą grupę ku stanu relaksacji, patrzyłam na wszystkich, jak swobodnie leżą i nie mogłam przestać się uśmiechać. W końcu znalazłam dla siebie to, co kocham i wiem, że to moje przeznaczenie!

Jeśli chodzi o dietę, to ciągle utrzymuję tą samą wagę - 59 kg. Miałam kilka upadków, gdy przez parę dni zjadłam więcej, niż bym chciała, ale na szczęście nie przytyłam, a utrzymałam wagę. Byłam z chłopakiem na kolacji walentynkowej i jedliśmy pizzę, taki pyszny chlebek z hummusem i deser. Było też wino. Dużo zjadłam tego wieczoru, ale cały dzień przed zaplanowaną kolacją trzymałam dietę. I wiecie co? Nie żałuję! Nie chodzę na kolację z moim chłopakiem często, a takie chwile i spędzony z nim czas są dla mnie wyjątkowe.

Zostało mi 2 kilo do zrzucenia do mojego celu. To tak niewiele, a jednak te ostatnie kilogramy schodzą najwolniej. 

Ostatnio dużo czasu spędzam w kuchni eksperymentując. Kupiłam sobie e-booka z mega zdrowymi przepisami i ciągle z niego korzystam. Zrobiłam bułeczki z dyniowego puree, chili z cukinią, placuszki z cukinii. Wszystko zdrowe, placki były smażone jedynie na takim sprayu o nazwie Fry Light, którego niestety nie widziałam w Polsce, a tu w Irlandii jest bardzo popularny. Jeśli pojedziecie kiedyś na Wyspy Brytyjskie, to naprawdę polecam się zaopatrzyć! Są różne smaki. Ja mam słonecznikowy, maślany i czosnkowy. Kilka psiknięć na patelnię i można smażyć :) Jedno psiknięcie to 1 kcal.


tego używam najczęściej


A oto kilka moich ostatnich eksperymentów w kuchni, o których wspomniałam:



placuszki z cukinii i jabłka z jogurtem naturalnym 0%, cynamonem i pestkami słonecznika i dyni

bułeczki z dyniowego puree z dżemem robionym przez babcię <3

To by było na tyle co do dzisiejszego wpisu. Zaraz muszę lecieć do pracy, ale mam jeszcze chwilkę, by zobaczyć, co tam u Was słychać, więc lecę na Wasze blogi.

Trzymajcie się :*
Holly

sobota, 8 lutego 2020

Pobyt w Polsce.

Hej Kochani <3


Wpadłam tu przed snem, żeby coś skrobnąć. Wczoraj miałam dość intensywny dzień - spotkałam się z rodzinką. Byłam z kuzynką na pizzy, która była planowana już dłuższy czas, więc nie to, że zawaliłam. Pozostałe posiłki były wzorowe i dietetyczne (na śniadanie jogurt naturalny z owocami, a na kolację pieczywo chrupkie z pastą z fasoli domowej roboty babci).

Dzisiaj miałam jakiś taki dzień, że ciągle chciało mi się jeść. Na śniadanie zjadłam brązową bułkę z pastą z fasoli, plasterkiem żółtego sera i pomidorem. Na lunch zjadłam zupę warzywną babci. Na kolację zapiekane pieczarki (z cebulką i lekko posypane tartym serem - było pyszne!). Na deser zrobiłam chlebek bananowy i zjadłam kromkę z dżemem babci. Oprócz tego między posiłkami zjadłam dwie jogobelle light i owoce (winogrona i khaki). To chyba tyle. 

Waga dzisiaj pokazała 59.4 kg, także na razie stoi w miejscu. Zostało mi 2,4 kg do wagi docelowej... I nie wiem, czy powinnam zaniżyć cel do 55 kg, czy stanąć na tym 57 kg. Czasami jest tak, że dobrze czuję się w swoim ciele, a czasami nie.

Byłam dzisiaj na zakupach z mamą. Kupiłam sobie buty i torebkę na wesele, które czeka mnie w maju (nie moje - znajomych :D). Kupiłam też jakieś jogurty i owoce, ale dużo tego nie było, bo w poniedziałek lecę już do Irlandii. W domu jest tyle jedzenia, że nie idzie tego wszystkiego przejeść.

Na jutro w planach jest wizyta cioci z wujkiem. Będzie obiad, ale nie mam czego się obawiać - oni będą mieli typowy niedzielny obiad (jakieś mięso, ziemniaki, surówka), a ja mam zupę warzywną i zapiekane pieczarki z dzisiaj. Na deser są niestety te nieszczęsne pączki. Może jednego zjem, aby babci nie było przykro, ale na tym się skończy!

Na zakończenie kilka zdjęć ostatnich posiłków:

makaron z warzywami

jogurt naturalny 0% tłuszczu z owocami

zupa warzywna babci <3

To by było na tyle. Trzymajcie się i miłej niedzieli :*

Holly

czwartek, 6 lutego 2020

Pierwszy dzień urlopu w Polsce.

Hej <3

Doleciałam do Polski i przeżyłam pierwszy dzień w babcinej kuchni nie jedząc nic "zakazanego" oprócz jednego domowego pączka. Wczorajszy bilans wyglądał tak:

śniadanie: banan, kawałki arbuza, mandarynki, winogrona i melona, 2 łyki kawy z mlekiem owsianym, 2 łyżeczki owsianki (która była z dodatkiem cukru, jak później odkryłam - dlatego jej nie zjadłam)
lunch: zupa ogórkowa babci (bez dodatku olejów czy śmietany)
obiad: 2 ugotowane jajka, pomidor, ogórek kiszony, serek wiejski
przekąski: popcorn, baton dietetyczny, pączek babci, 1 herbatnik bez dodatku cukru, jabłko, 2 mandarynki, 2 banany, litry różnych herbat xD Teraz, jak to wypisałam to widzę, że trochę dużo tych przekąsek :O 

Nie wiem jeszcze, co będę dzisiaj jeść. Jest 9:37 i jeszcze nie zjadłam śniadania, ale pewnie po napisaniu tego posta pójdę je sobie zrobić. Planuję zjeść jogurt naturalny 0% tłuszczu z owocami i cynamonem.

Zważyłam się dziś na wadze u babci i wskazała 59.3 kg, czyli najniższą wagę od czasów moich nastoletnich lat :O Mega się cieszę!!!

Mam dzisiaj trochę do nadrobienia z rzeczami związanymi ze szkołą. Pod koniec marca czeka mnie egzamin z anatomii, więc w tej chwili się do niego przygotowuję. 

To chyba tyle, wybaczcie, ale nie robiłam wczoraj zdjęć posiłków :( Ale będę to robić, tak jak dawniej na starym blogu.

Na zakończenie wstawiam fotki porównawcze youtuberki Tanyi Burr, którą kiedyś uwielbiałam i która mega schudła <3 Bardzo mnie ta fotka motywuje.


poniedziałek, 3 lutego 2020

Powrót do blogosfery.

Witajcie ♡ Niestety mój stary blog został usunięty przez Bloggera, bo naruszał jego warunki. Nie wiem o co chodzi, bo nie promowałam na nim pro-any, a jedynie pisałam o swoich zmaganiach z odchudzaniem i przemyśleniach. Jest mi strasznie przykro z powodu utraty wszystkiego, co na tym blogu było - licznych zdjęć, przemyśleń, przepisów. Cała moja ciężka praca i pisanie tam przez kilka lat poszło na marne. No cóż, trzeba zacząć na nowo i mieć nadzieję, że ten blog nie zostanie usunięty.

Nowi czytelnicy, pozwólcie, że się przedstawię. Jestem Holly. Nie jest to moje prawdziwe imię i raczej nigdy nie zdradzę tutaj prawdziwego imienia, a imię Holly od zawsze bardzo mi się podobało. Mam 26 lat i od prawie pięciu lat mieszkam w Irlandii. Po ukończeniu studiów w Polsce (anglistyka) zdecydowałam się na przeprowadzkę i takim sposobem od kilku lat mieszkam tu na zielonej wyspie. Pracuję w kawiarni na pełny etat i uczęszczam na kurs na instruktorkę jogi w niektóre weekendy. To tak w dużym skrócie.


Jeśli chodzi o odchudzanie, to moja historia z nim jest baaaaardzo długa. Pierwszy raz zaczęłam się odchudzać mając 14 lat. Niestety w wieku 16 lat odchudzanie wymknęło mi się spod kontroli i nabawiłam się zaburzeń odżywiania. W tamtym wieku kochałam czytać wszelkie książki o tej tematyce, jak i oglądać filmy i seriale. W Internecie poznałam nawet dziewczynę, która stała się moją przyjaciółką od odchudzania. Funkcjonowałam na dwóch jabłkach i Kubusiach dziennie, chudłam szybko, zarywałam noce, opuściłam się w nauce i wyglądałam jak tragiczne, wygłodniałe emo bez siły. Przejrzałam na oczy, gdy raz pod prysznicem zrobiło mi się słabo i zemdlałam. Próbowałam kilka razy wstać, ale za każdym razem mdlałam. 


Oczywiście później przytyłam i to dużo, później znowu się odchudzałam, a tuż przed wyprowadzką do Irlandii założyłam mojego starego bloga HollyGrace-Diary. Pisałam regularnie, wstawiałam tam fotki moich posiłków i dzięki blogowi poznałam bardzo dużo ciekawych osób. Nie odchudzałam się wtedy tak drastycznie, jak zza nastoletnich czasów - po prostu jadłam dietetyczne i zdrowe posiłki, tak między 800-1200 kcal. 

Po przeprowadzce do Irlandii prowadziłam jeszcze bloga, później przestałam i przytyłam, później znowu do tego wracałam i tak w kółko.

Od września 2019 udało mi się schudnąć z 72 kg to 60 kg, nie licząc kalorii, a jedynie jedząc zdrowo, bazując na warzywach i owocach. Oczywiście jem też inne rzeczy, takie jak płatki owsiane, ryż, makaron, ciemne pieczywo, musli, produkty mleczne itp. Poniżej wrzucę kilka zdjęć przykładowych posiłków:










To by było na tyle. Teraz lecę w poszukiwaniu ciekawych blogów o podobnej tematyce, które zaobserwuję. 

Do następnego,
Holly