Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 59 kg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 59 kg. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Światło.

Hej kochane <3

Wczoraj po napisaniu notki czułam się o wiele lepiej. Wyrzuciłam z siebie to, co mi ciążyło na sercu i teraz czuję się o wiele lepiej. 

Wstałam koło 10, czyli dość późno jak na mnie, ale miałam ochotę dłużej pospać. Zrobiłam sobie poranną medytację jeszcze leżąc, a później od razu po wstaniu z łóżka ogarnęłam się. Nie ma łażenia po domu w piżamie cały dzień! Ubrałam się, związałam włosy w kucyk, po czym włączyłam sobie podcast i zaczęłam sprzątać. Zmieniłam pościel, wyszorowałam łazienkę, odkurzyłam, zrobiłam pranie. Stwierdziłam, że skoro chcę mieć porządek w głowie, to muszę też mieć porządek wokół mnie. Po sprzątaniu zeszłam na dół i zrobiłam sobie kawę. Nakarmiłam kota, a potem z zadowolonym kotem na kolanach poczytałam trochę. Zrobiłam też półtoragodzinną praktykę jogi i czuję się o niebo lepiej. Zupełnie jak inna dziewczyna, niż ta, która pisała tutaj wczoraj. Może mój dzień nie wyglądał w 100% tak, jak wczoraj rozpisałam, ale to był jedynie przykład dnia idealnego. Nigdzie nie napisałam, że codziennie tak będzie, bo nie tak działa życie. Dzisiaj na przykład nie wyszłam na spacer. I co? Nic się przez to złego nie stało. Zamiast tego zrobiłam jogę i przyniosło mi tyle samo dobra (jak nie więcej), co przyniósłby mi spacer.

Wszystko zaczyna się w głowie. Nasze nastawienie jest kluczem do sukcesu. Jeśli będę działać w sposób samo-destrukcyjny nic dobrego z tego nie wyjdzie. Widzę efekty mojej chwilowej beznadziejności - chaos w domu, a na twarzy zrobiło mi się sporo pryszczy od niezdrowego jedzenia. Na szczęście waga jakoś ogromnie nie wzrosła - dziś rano było 59.1 kg. Cieszę się, że nie straciłam tego, nad czym tak długo pracowałam.

Jednak moja waga to tylko liczba. Liczba, która mnie nie definiuje. Liczba, z którą nie powinnam się utożsamiać, bo jestem warta więcej. Każda z nas jest. Kochane, pamiętajcie o tym. Liczy się Wasze zdrowie psychiczne i fizyczne - to, jak się czujecie, a nie jakaś pieprzona liczba, której codziennie pozwalamy nami kontrolować.

Będę się ważyła raz w tygodniu, w czwartki. Chcę odzyskać to nastawienie, które miałam kiedyś. Pozytywne, pełne miłości do samej siebie nastawienie, dzięki któremu osiągnęłam już tak dużo (postępy ze zdrowiem psychicznym oraz pozbycie się nadwagi). Samo-destrukcyjne podejście nigdzie mnie nie zaprowadzi, a tylko przyniesie straty.

Uda się. 

Na śniadanie zjadłam dziś owsiankę na wodzie z bananem i cynamonem. W ciągu dnia sięgałam po winogrona i wodorosty jako przekąska. Na lunch zjadłam kanapkę z brązowym chlebem, dwiema wege kiełbaskami, rukolą, pomidorkiem i ketchupem. A na obiad zjem curry ze słodkiego ziemniaka i fasoli w sosie pomidorowym z ryżem jaśminowym (danie, które ugotowałam parę dni temu) z kimchi. Nadal kontynuuję IF + zdrowe żywienie.

Dla mnie dzisiejszy dzień był świetny i psychicznie czuję się bardzo dobrze, a to jest dla mnie ważne.

Dziękuję za pozytywne komentarze i wsparcie. Dzięki Wam naprawdę poczułam się lepiej <3 Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze :*

Holly 
PS. Muszę sobie sprawić nowego lapka, bo ten co chwila mnie wylogowuje :/

wtorek, 14 kwietnia 2020

Po wielkanocnej uczcie czekoladowej.

Nawet cieszę się, że te święta się skończyły, bo chciałam już wrócić do diety. Przez ten weekend wielkanocny jadłam dużo czekolady, niecałą małą pizzę, obiad od taty mojego chłopaka (pyszny był, a na talerzu było tak dużo jedzenia, że starczyło mi to na 2 posiłki), małą paczkę chipsów i to chyba tyle. Dzisiaj stanęłam na wadze, żeby zobaczyć, jakie są szkody, ale nie było tak źle - 59.2 kg. Szybko to zrzucę. Moja waga dzisiaj szalała, bo na początku gdy się zważyłam pokazała 61 :O Co jest niemożliwe, bo gdybym tyle ważyła, tobym czuła to po sobie, po ciuchach... Przesunęłam wagę na inny skrawek podłogi i wtedy za każdym razem pokazywała te 59.2, więc tego się trzymam
Przez cały weekend trzymałam IF, dzięki czemu jedząc nawet niezdrowe żarcie i w większych ilościach budziłam się z płaskim brzuchem.

Po przebudzeniu dzisiaj wypiłam dwie szklanki przegotowanej wody z cytryną, by oczyścić się trochę z tych wszystkich toksyn. Muszę poczekać jeszcze 2 godziny do śniadania. Pewnie zrobię sobie owsiankę lub zjem jogurt naturalny bez tłuszczu z owocami - nie wiem jeszcze. Na lunch planuję tzw. buddha bowl. Ostatnio sobie robiłam i było pyszne. Oto zdjęcie oraz przepis, którym się inspirowałam.


baza: kasza kuskus, warzywa: papryka, brokuł, pomidorki, szpinak, pieczarki, proteiny: podsmażane tofu oraz trochę domowej roboty hummusu. Mniam <3



Co do obiadu, to nie mam jeszcze planów, ale na pewno nie będzie to nic wymyślnego.

Kochane, wstawię Wam metodę robienia tych proteinowych kulek, gdy będę je robiła następnym razem. Zrobię dokładne zdjęcia krok po kroku :)

Tymczasem będę lecieć. Chciałabym się pouczyć, ale nie mam za grosz motywacji. Chce mi się tylko grać w Skyrima całymi dniami, eh.

Buziole :*


wtorek, 24 marca 2020

Update.


Jestem po prawie miesięcznej nieobecności. Nie miałam w ogóle ochoty pisać na tym blogu, gdyż z moją dietą nie było najlepiej. Ciągle zawalałam i jadłam czekoladę na opór. To znaczy moje podstawowe posiłki były ok, ale przekąski między posiłkami mnie zgubiły, bo ciągle sięgałam po czekoladę. Myślami nie chciałam po nią sięgać, robiłam wszystko, co mogłam, by jej nie jeść. Ale ta ogromna ochota na czekoladę mnie zgubiła - świat się zawali, gdy nie zjem trochę czekolady. Możecie się domyślić, że czułam się z tym okropnie i beznadziejnie. 

Na szczęście waga jest w tych samych okolicach - dziś rano było 59.1 kg. Wczoraj oddzieliłam grubą kreską i dzisiaj zaczęłam na nowo. Przemyślałam sobie pewne sprawy i zadecydowałam, że dłużej tak być nie może. Z tą czekoladą zaczęło się głównie w pracy, gdzie byłam nią otoczona. Wszędzie ciastka, gorąca czekolada na wyciągnięcie ręki... Poza tym w zeszłym tygodniu był mały ruch, bo wszystko się u nas powoli zamykało z powodu wirusa. Moje dni w pracy wyglądały tak: szłam rano otworzyć kawiarnię, siedziałam tam sama, bo wprowadziliśmy zakaz przebywania w kawiarni dla klientów i mogli oni tylko zamawiać kawy na wynos. Może raz na pół godziny ktoś przyszedł, a ja siedziałam w kącie i czytałam książki. Było tak niecały tydzień, aż w piątek w końcu dostaliśmy informację z biura głównego, że mamy zamknąć. 

Przy zamknięciu musieliśmy opróżnić wszystkie półki, lodówki, a co za tym idzie dostaliśmy podział ciastek i innych wypieków do zabrania do domu. Było tego mnóstwo. Przyniosłam trochę do domu, po czym rozdzieliłam to i dałam niektórym znajomym, ale i tak sporo zostało, a ja nie mogłam się oprzeć i podjadałam sobie. Strasznie ciężko było mi się opanować, bo z nudów chciało mi się jeść. Na dodatek jestem przed okresem i strasznie chciało mi się czekolady :(

Nadal jest w lodówce kilka ciastek, ale dzisiaj niczego nie tknęłam. Wydaje mi się, że odzyskałam siłę i motywację. Zaczęłam dzisiaj też liczyć kalorię. Nie wiem, czy zawsze będę je liczyć (pewnie nie), ale na początku chciałabym, żeby mieć większą kontrolę nad tym, co jem. Dzisiaj zjadłam 1271 kcal, a mój limit na dzień (tak, by schudnąć pół kilo na tydzień) to 1300 kcal, więc zmieściłam się w limicie. 

Od soboty siedzę w domu. Przypadków zachorowań na wirusa jest w Irlandii coraz więcej - wczoraj wieczorem było już ponad 1000. Nie wiem, jakie są statystyki na teraz, bo jeszcze nie podali. 

Czasami wyjdę na spacer. Codziennie robię sobie sesję jogi i medytuję, żeby zachować czystość umysłu. Dzisiaj sprzątałam też trochę i czytałam książkę. Ostatnio nałogowo czytam Murakamiego i od zeszłego tygodnia przeczytałam już 4 jego książki (Sputnik Sweetheart, Na południe od granicy, na zachód od słońca, Zniknięcie słonia i Kronika ptaka nakręcacza). Uwielbiam <3

Pewnie będę tu częściej pisać, bo nie mam zbyt wiele do roboty.

przekąska: waniliowa latte, banan, pomarańcza, cynamon i choc shot

lunch: 2 jajka na twardo, ogórek, pomidor, 2 chrupkie z domowym hummusem + herbata


środa, 19 lutego 2020

Nieperfekcyjnie.

Zaczynam dziś pracę później i nie idę na poranne zajęcia jogi, co oznacza, że w końcu mam czas, by skrobnąć parę słów! Tak się cieszę, bo tęskniłam za pisaniem tutaj. Niestety moje życie płynie w zawrotnym tempie i nie starcza mi czasu, by tutaj pisać z większą regularnością :( A teraz siedzę sobie przy biurku z kubkiem zielonej matchy (oby dodała mi energii) i ze śniadaniem (jogurt naturalny 0%, owoce i bułeczka dyniowa - foto bułeczek będzie zawarte w tej notce).
Ostatnie półtora tygodnia minęło mi bardzo szybko. Wróciłam do Irlandii po krótkiej wizycie w Polsce. Pracowałam, nadrabiałam z pracami domowymi do szkoły, chodziłam na zajęcia jogi i sama przygotowywałam się, by takie zajęcia poprowadzić. W ubiegłą sobotę poprowadziłam swoją pierwszą relaksację dla grupy 20 wspaniałych kobiet i to było niesamowite! Siedząc tam i prowadząc całą grupę ku stanu relaksacji, patrzyłam na wszystkich, jak swobodnie leżą i nie mogłam przestać się uśmiechać. W końcu znalazłam dla siebie to, co kocham i wiem, że to moje przeznaczenie!

Jeśli chodzi o dietę, to ciągle utrzymuję tą samą wagę - 59 kg. Miałam kilka upadków, gdy przez parę dni zjadłam więcej, niż bym chciała, ale na szczęście nie przytyłam, a utrzymałam wagę. Byłam z chłopakiem na kolacji walentynkowej i jedliśmy pizzę, taki pyszny chlebek z hummusem i deser. Było też wino. Dużo zjadłam tego wieczoru, ale cały dzień przed zaplanowaną kolacją trzymałam dietę. I wiecie co? Nie żałuję! Nie chodzę na kolację z moim chłopakiem często, a takie chwile i spędzony z nim czas są dla mnie wyjątkowe.

Zostało mi 2 kilo do zrzucenia do mojego celu. To tak niewiele, a jednak te ostatnie kilogramy schodzą najwolniej. 

Ostatnio dużo czasu spędzam w kuchni eksperymentując. Kupiłam sobie e-booka z mega zdrowymi przepisami i ciągle z niego korzystam. Zrobiłam bułeczki z dyniowego puree, chili z cukinią, placuszki z cukinii. Wszystko zdrowe, placki były smażone jedynie na takim sprayu o nazwie Fry Light, którego niestety nie widziałam w Polsce, a tu w Irlandii jest bardzo popularny. Jeśli pojedziecie kiedyś na Wyspy Brytyjskie, to naprawdę polecam się zaopatrzyć! Są różne smaki. Ja mam słonecznikowy, maślany i czosnkowy. Kilka psiknięć na patelnię i można smażyć :) Jedno psiknięcie to 1 kcal.


tego używam najczęściej


A oto kilka moich ostatnich eksperymentów w kuchni, o których wspomniałam:



placuszki z cukinii i jabłka z jogurtem naturalnym 0%, cynamonem i pestkami słonecznika i dyni

bułeczki z dyniowego puree z dżemem robionym przez babcię <3

To by było na tyle co do dzisiejszego wpisu. Zaraz muszę lecieć do pracy, ale mam jeszcze chwilkę, by zobaczyć, co tam u Was słychać, więc lecę na Wasze blogi.

Trzymajcie się :*
Holly

sobota, 8 lutego 2020

Pobyt w Polsce.

Hej Kochani <3


Wpadłam tu przed snem, żeby coś skrobnąć. Wczoraj miałam dość intensywny dzień - spotkałam się z rodzinką. Byłam z kuzynką na pizzy, która była planowana już dłuższy czas, więc nie to, że zawaliłam. Pozostałe posiłki były wzorowe i dietetyczne (na śniadanie jogurt naturalny z owocami, a na kolację pieczywo chrupkie z pastą z fasoli domowej roboty babci).

Dzisiaj miałam jakiś taki dzień, że ciągle chciało mi się jeść. Na śniadanie zjadłam brązową bułkę z pastą z fasoli, plasterkiem żółtego sera i pomidorem. Na lunch zjadłam zupę warzywną babci. Na kolację zapiekane pieczarki (z cebulką i lekko posypane tartym serem - było pyszne!). Na deser zrobiłam chlebek bananowy i zjadłam kromkę z dżemem babci. Oprócz tego między posiłkami zjadłam dwie jogobelle light i owoce (winogrona i khaki). To chyba tyle. 

Waga dzisiaj pokazała 59.4 kg, także na razie stoi w miejscu. Zostało mi 2,4 kg do wagi docelowej... I nie wiem, czy powinnam zaniżyć cel do 55 kg, czy stanąć na tym 57 kg. Czasami jest tak, że dobrze czuję się w swoim ciele, a czasami nie.

Byłam dzisiaj na zakupach z mamą. Kupiłam sobie buty i torebkę na wesele, które czeka mnie w maju (nie moje - znajomych :D). Kupiłam też jakieś jogurty i owoce, ale dużo tego nie było, bo w poniedziałek lecę już do Irlandii. W domu jest tyle jedzenia, że nie idzie tego wszystkiego przejeść.

Na jutro w planach jest wizyta cioci z wujkiem. Będzie obiad, ale nie mam czego się obawiać - oni będą mieli typowy niedzielny obiad (jakieś mięso, ziemniaki, surówka), a ja mam zupę warzywną i zapiekane pieczarki z dzisiaj. Na deser są niestety te nieszczęsne pączki. Może jednego zjem, aby babci nie było przykro, ale na tym się skończy!

Na zakończenie kilka zdjęć ostatnich posiłków:

makaron z warzywami

jogurt naturalny 0% tłuszczu z owocami

zupa warzywna babci <3

To by było na tyle. Trzymajcie się i miłej niedzieli :*

Holly

czwartek, 6 lutego 2020

Pierwszy dzień urlopu w Polsce.

Hej <3

Doleciałam do Polski i przeżyłam pierwszy dzień w babcinej kuchni nie jedząc nic "zakazanego" oprócz jednego domowego pączka. Wczorajszy bilans wyglądał tak:

śniadanie: banan, kawałki arbuza, mandarynki, winogrona i melona, 2 łyki kawy z mlekiem owsianym, 2 łyżeczki owsianki (która była z dodatkiem cukru, jak później odkryłam - dlatego jej nie zjadłam)
lunch: zupa ogórkowa babci (bez dodatku olejów czy śmietany)
obiad: 2 ugotowane jajka, pomidor, ogórek kiszony, serek wiejski
przekąski: popcorn, baton dietetyczny, pączek babci, 1 herbatnik bez dodatku cukru, jabłko, 2 mandarynki, 2 banany, litry różnych herbat xD Teraz, jak to wypisałam to widzę, że trochę dużo tych przekąsek :O 

Nie wiem jeszcze, co będę dzisiaj jeść. Jest 9:37 i jeszcze nie zjadłam śniadania, ale pewnie po napisaniu tego posta pójdę je sobie zrobić. Planuję zjeść jogurt naturalny 0% tłuszczu z owocami i cynamonem.

Zważyłam się dziś na wadze u babci i wskazała 59.3 kg, czyli najniższą wagę od czasów moich nastoletnich lat :O Mega się cieszę!!!

Mam dzisiaj trochę do nadrobienia z rzeczami związanymi ze szkołą. Pod koniec marca czeka mnie egzamin z anatomii, więc w tej chwili się do niego przygotowuję. 

To chyba tyle, wybaczcie, ale nie robiłam wczoraj zdjęć posiłków :( Ale będę to robić, tak jak dawniej na starym blogu.

Na zakończenie wstawiam fotki porównawcze youtuberki Tanyi Burr, którą kiedyś uwielbiałam i która mega schudła <3 Bardzo mnie ta fotka motywuje.