Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posiłki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posiłki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2020

Po wielkanocnej uczcie czekoladowej.

Nawet cieszę się, że te święta się skończyły, bo chciałam już wrócić do diety. Przez ten weekend wielkanocny jadłam dużo czekolady, niecałą małą pizzę, obiad od taty mojego chłopaka (pyszny był, a na talerzu było tak dużo jedzenia, że starczyło mi to na 2 posiłki), małą paczkę chipsów i to chyba tyle. Dzisiaj stanęłam na wadze, żeby zobaczyć, jakie są szkody, ale nie było tak źle - 59.2 kg. Szybko to zrzucę. Moja waga dzisiaj szalała, bo na początku gdy się zważyłam pokazała 61 :O Co jest niemożliwe, bo gdybym tyle ważyła, tobym czuła to po sobie, po ciuchach... Przesunęłam wagę na inny skrawek podłogi i wtedy za każdym razem pokazywała te 59.2, więc tego się trzymam
Przez cały weekend trzymałam IF, dzięki czemu jedząc nawet niezdrowe żarcie i w większych ilościach budziłam się z płaskim brzuchem.

Po przebudzeniu dzisiaj wypiłam dwie szklanki przegotowanej wody z cytryną, by oczyścić się trochę z tych wszystkich toksyn. Muszę poczekać jeszcze 2 godziny do śniadania. Pewnie zrobię sobie owsiankę lub zjem jogurt naturalny bez tłuszczu z owocami - nie wiem jeszcze. Na lunch planuję tzw. buddha bowl. Ostatnio sobie robiłam i było pyszne. Oto zdjęcie oraz przepis, którym się inspirowałam.


baza: kasza kuskus, warzywa: papryka, brokuł, pomidorki, szpinak, pieczarki, proteiny: podsmażane tofu oraz trochę domowej roboty hummusu. Mniam <3



Co do obiadu, to nie mam jeszcze planów, ale na pewno nie będzie to nic wymyślnego.

Kochane, wstawię Wam metodę robienia tych proteinowych kulek, gdy będę je robiła następnym razem. Zrobię dokładne zdjęcia krok po kroku :)

Tymczasem będę lecieć. Chciałabym się pouczyć, ale nie mam za grosz motywacji. Chce mi się tylko grać w Skyrima całymi dniami, eh.

Buziole :*


piątek, 10 kwietnia 2020

Pychotki.

Jednak udało mi się zasiąść przed komputerem, by coś tutaj skrobnąć dzisiaj. Miałam dość intensywny dzień, a teraz czas na relaksik. W dodatku miałam ochotę tu napisać, więc czemu by nie skorzystać z tej okazji? Mam teraz święty spokój, bo chłopak gra w gry na playstation z kolegami :D
Dzisiejszy dzień minął mi przyjemnie. Wstałam koło 8, ubrałam się i pograłam w Skyrima. Później ja i chłopak podjechaliśmy odebrać zakupy, także mam teraz dużo zdrowego żarełka i mam nadzieję, że starczy nam to na 2 tygodnie. Dzięki IF teraz mniej jem, więc jedzenia powinno starczyć. Zaszłam też do sklepu ze zdrową żywnością, gdzie zaopatrzyłam się w parę składników potrzebnych do zrobienia energy balls (kuleczki proteinowe). Po południu sprzątałam, łupałam orzechy włoskie do kuleczek no i zrobiłam te kulki, które smakują obłędnie <3 Zjadłam ich kilka jako przekąskę. Lepsze to niż czekolada, bo przynajmniej wiem, co w nich jest i mam pewność, że nie dodałam tam cukru. Jedyny cukier, który w nich jest to naturalny z daktyli / syropu z daktyli. Robiłam różne kombinacje tych kuleczek. 


Na śniadanie zjadłam dziś takie oto śniadanie:

wege szynka, 2 kromki brązowego chleba, jajecznica z pieczarkami i pietruszką, pomidorki koktajlowe

Na późny lunch zjadłam sałatkę grecką, ale fotki nie zrobiłam, bo zapomniałam. Na obiad nic nie zjadłam, bo zapchały mnie wyżej wspomniane kulki. 

W sklepie ze zdrową żywnością kupiłam sobie także takie wodorosty na przekąskę. Ja je bardzo lubię, chociaż wiem, że wiele ludzi nie przepada za nimi, bo mają bardzo rybny posmak.



Dziś rano waga pokazała 58.1 kg! Byłam cała w skowronkach, gdy to zobaczyłam. Być może waga wzrośnie po niedzieli, bo szykuje się obiad od taty mojego chłopaka (nigdzie nie idziemy - jego tata przywiezie nam obiad do domu) i pewnie zjem kilka jajek z czekolady - nie będę się z tym kryła. Od poniedziałku, ewentualnie od wtorku wrócę do zdrowego żywienia. 

Powiem Wam, że bardzo dobrze czuję się na IF. Jutro minie równy tydzień. Dzięki IF + zdrowemu żywieniu waga znów zaczęła iść w dół, a ja czuję się lekko, bez uczucia przejedzenia, którego nienawidzę. Na pewno będę kontynuować IF.

Jest już prawie 23, więc będę spadać. Robiłam sobie hybrydy i zajęło mi to 2 godziny i teraz padam. 

Trzymajcie się kochane <3 Wesołych oraz pogodnych Świąt Wielkanocnych Wam życzę! Mam nadzieję, że miło spędzicie ten czas mimo obecnej sytuacji.

Buziole,
Holly



środa, 25 marca 2020

Miło spędzony i dietowo udany dzień :)

Dzisiaj był naprawdę bardzo fajny i produktywny dzień. Wstałam rano, po 7, jak zwykle. Przywitała mnie piękna pogoda i promyki słońca zaglądające przez okno do mojej sypialni. Tak bardzo tęskniłam za słońcem. Zima była strasznie długa, ciągle padało i było ponuro.

Postanowiłam skorzystać z okazji, że jest taka ładna pogoda, zjadłam śniadanie i wyszłam na spacer. Chodziłam ok. godziny. Moje miasteczko wyglądało na dość opustoszałe. Spotkałam po drodze dwie znane mi osoby. Po drodze zaszłam do sklepu ze zdrową żywnością i kupiłam 2 opakowania tofu, mleko owsiane, chleb ryżowy oraz dwa opakowania kadzidełek, które od razu zapaliłam po przyjściu do domu.

Po powrocie do domu wypiłam kawę i zjadłam dietetycznego batona, a potem zasiadłam do czytania książki. Przeczytałam jakieś 100 stron, po czym poszłam zrobić sobie lunch, a po lunchu stwierdziłam, że trochę siebie ogarnę, więc wyregulowałam brwi, nałożyłam na twarz maseczkę i zrobiłam sobie hybrydy. Moje dłonie były w opłakanym stanie (mega suche, że aż się skóra na nich łuszczyła), więc zrobiłam sobie domowy peeling na dłonie z miodu, oleju kokosowego i cukru. W międzyczasie przygotowałam obiad i ugotowałam też jajka na twardo - ostatni gotuję na zaś, bo stanowią świetną i sytą przekąskę w ciągu dnia.

Mój chłopak wrócił z pracy, zjedliśmy razem obiad, a teraz on gra w gry, a ja zakopałam się w łóżku z laptopem i włączyłam sobie koc elektryczny, bo strasznie zmarzłam. 

Dzisiaj rano waga pokazała 58.7 kg, czyli waga się unormowała. Nie wiem, jakim cudem spadło aż 400g w jeden dzień, no ale się cieszę z takiego rezultatu. Wczoraj zmieściłam się w limicie 1300 kcal i dzisiaj też, więc te dwa dni uznaję za udane.

Teraz wrzucę kilka zdjęć z dzisiejszego dnia:

 jak dobrze obudzić się i zobaczyć mniejszą liczbę na wadze

śniadanie: jogurt naturalny 0% tłuszczu, 2 mini jabłka, winogrona, wegański miód 0 kcal, cynamon i herbata

detale ze śniadania

robię kawę po spacerze

kawa i dietetyczny baton po spacerze

lunch: jajko na twardo, plasterek żółtego sera, pomidor, ogórek, korniszon, chrupkie pieczywo z domowym hummusem (do blendera dać odcedzoną ciecierzycę z puszki, przecisnąć przez praskę czosnek, doprawić ulubionymi przyprawami, dolać troszkę wody i zblendować na masę)

ugotowane 6 jajek dla mnie i dla chłopaka na jutro

hybrydy, które sobie dziś zrobiłam :)

To by było na tyle. Zapomniałam zrobić zdjęcie obiadu - była to makaronowa zapiekanka z warzywami i serem. Cieszę się, że mam czas tutaj teraz pisać. Jutro też się odezwę - przynajmniej mam taki zamiar.

Trzymajcie się <3
Holly

wtorek, 24 marca 2020

Update.


Jestem po prawie miesięcznej nieobecności. Nie miałam w ogóle ochoty pisać na tym blogu, gdyż z moją dietą nie było najlepiej. Ciągle zawalałam i jadłam czekoladę na opór. To znaczy moje podstawowe posiłki były ok, ale przekąski między posiłkami mnie zgubiły, bo ciągle sięgałam po czekoladę. Myślami nie chciałam po nią sięgać, robiłam wszystko, co mogłam, by jej nie jeść. Ale ta ogromna ochota na czekoladę mnie zgubiła - świat się zawali, gdy nie zjem trochę czekolady. Możecie się domyślić, że czułam się z tym okropnie i beznadziejnie. 

Na szczęście waga jest w tych samych okolicach - dziś rano było 59.1 kg. Wczoraj oddzieliłam grubą kreską i dzisiaj zaczęłam na nowo. Przemyślałam sobie pewne sprawy i zadecydowałam, że dłużej tak być nie może. Z tą czekoladą zaczęło się głównie w pracy, gdzie byłam nią otoczona. Wszędzie ciastka, gorąca czekolada na wyciągnięcie ręki... Poza tym w zeszłym tygodniu był mały ruch, bo wszystko się u nas powoli zamykało z powodu wirusa. Moje dni w pracy wyglądały tak: szłam rano otworzyć kawiarnię, siedziałam tam sama, bo wprowadziliśmy zakaz przebywania w kawiarni dla klientów i mogli oni tylko zamawiać kawy na wynos. Może raz na pół godziny ktoś przyszedł, a ja siedziałam w kącie i czytałam książki. Było tak niecały tydzień, aż w piątek w końcu dostaliśmy informację z biura głównego, że mamy zamknąć. 

Przy zamknięciu musieliśmy opróżnić wszystkie półki, lodówki, a co za tym idzie dostaliśmy podział ciastek i innych wypieków do zabrania do domu. Było tego mnóstwo. Przyniosłam trochę do domu, po czym rozdzieliłam to i dałam niektórym znajomym, ale i tak sporo zostało, a ja nie mogłam się oprzeć i podjadałam sobie. Strasznie ciężko było mi się opanować, bo z nudów chciało mi się jeść. Na dodatek jestem przed okresem i strasznie chciało mi się czekolady :(

Nadal jest w lodówce kilka ciastek, ale dzisiaj niczego nie tknęłam. Wydaje mi się, że odzyskałam siłę i motywację. Zaczęłam dzisiaj też liczyć kalorię. Nie wiem, czy zawsze będę je liczyć (pewnie nie), ale na początku chciałabym, żeby mieć większą kontrolę nad tym, co jem. Dzisiaj zjadłam 1271 kcal, a mój limit na dzień (tak, by schudnąć pół kilo na tydzień) to 1300 kcal, więc zmieściłam się w limicie. 

Od soboty siedzę w domu. Przypadków zachorowań na wirusa jest w Irlandii coraz więcej - wczoraj wieczorem było już ponad 1000. Nie wiem, jakie są statystyki na teraz, bo jeszcze nie podali. 

Czasami wyjdę na spacer. Codziennie robię sobie sesję jogi i medytuję, żeby zachować czystość umysłu. Dzisiaj sprzątałam też trochę i czytałam książkę. Ostatnio nałogowo czytam Murakamiego i od zeszłego tygodnia przeczytałam już 4 jego książki (Sputnik Sweetheart, Na południe od granicy, na zachód od słońca, Zniknięcie słonia i Kronika ptaka nakręcacza). Uwielbiam <3

Pewnie będę tu częściej pisać, bo nie mam zbyt wiele do roboty.

przekąska: waniliowa latte, banan, pomarańcza, cynamon i choc shot

lunch: 2 jajka na twardo, ogórek, pomidor, 2 chrupkie z domowym hummusem + herbata


sobota, 22 lutego 2020

Jak radzę sobie z ogromną ochotą na słodycze.

Witajcie Kochani! 

To będzie pozytywna notka, bo dziś humor w szczególności mi dopisuje :) Miałam dziś dzień wolny od pracy, więc pojechałam z chłopakiem na zakupy. Kupiliśmy bardzo dużo zdrowego jedzonka na cały tydzień, z którego na pewno stworzę pyszne obiady w nadchodzącym nowym tygodniu. Po zakupach poszliśmy do Costy, gdzie wypiłam małą latte na mleku sojowym, herbatę earl grey i zjadłam 2 dietetyczne batony (jeden to 70 kcal). Trochę się zasiedzieliśmy w tej kawiarni, bo zaczęło lać, a mieliśmy spory kawałek do samochodu. Gdy tylko przestało lać, po drodze do domu wpadliśmy odwiedzić tatę mojego chłopaka. Gdy wróciliśmy, odłożyłam zakupy i ogarnęłam trochę, po czym zjadłam późny lunch (risotto z grzybami i szpinakiem, a na deser jogurt, mandarynka, mini jabłko i 2 herbatniki) i teraz siedzę z kubkiem rumianku i piszę do Was.

Uwielbiam mieć chwilę wolnego bez poganiania i pisać na tym blogu. Niezbyt często mam taką okazję!

To w skrócie był mój dzień, a teraz przechodzę do odniesienia się do tytułu notki, czyli jak radzę sobie z ogromną ochotą na słodycze. Ale to taką, że czuję, że jak nie zjem czekolady, to świat się zawali lub zabiję kogoś na swojej drodze :D Niestety ostatnio zmagałam się z takimi napadami i sama ze sobą nie mogłam wytrzymać. I nie, nie był to PMS, bo do okresu jeszcze daleko. 

Jak tu wytrzymać, kiedy pracując w kawiarni, są dookoła mnie słodycze? Przeróżne ciasta, ciasteczka, bułeczki, batoniki, czekolada (i to ta najlepsza, bo mleczna belgijska, ale jest też gorzka i biała), syropy do kawy - to wszystko jest na wyciągnięcie ręki i nawet nie muszę za większość płacić, a jak za coś muszę to marne grosze, bo mam dość sporą zniżkę pracowniczą... No właśnie. Jak sobie z tym radzę?

Na początku nie radziłam sobie wcale. W moich myślach była tylko czekolada, ale wiedziałam, że jak ją zjem, to będę czuła się mega winna. Szukałam wymówki: zły humor, a bo zjadłam mały lunch, to mogę sobie na coś pozwolić, albo że jak zjem tylko troszeczkę, to nic się nie stanie. Ale gdy zjadłam tylko "troszeczkę', to za chwilę chciałam jeszcze więcej i więcej do takiego stopnia, że już robiło mi się od tych słodkości niedobrze. 

Jak w takim razie przestałam? Wypiszę w punktach rzeczy, które niesamowicie mi pomogły i teraz od paru dni nie mam ochoty na czekoladę.


  • Zaczęłam jeść słodkie śniadania zamiast wytrawnych. Ostatnio moim ulubionym śniadaniem jest mega prosty do zrobienia omlet na słodko. Do zrobienia go potrzebujemy 4 jajek, słodzik (ja używam erytrolu), esencję z wanilii i cynamon. Wszystko razem dobrze mieszamy widelcem. Nagrzewamy nieprzywierającą patelnię - ja używam do smażenia sprayu Fry Light, o którym pisałam dwie notki temu. Gdy patelnia się nagrzeje, wlewamy na nią miksturę z jajek i smażymy z jednej strony na zbitą masę, a potem przekręcamy omlet na drugą stronę. Gdy będzie gotowe, przekładamy omleta na talerz i składamy go na pół, a do środka dajemy ulubione owoce (ja daję jabłka i banana, a czasami też winogrona). Możemy takiego omleta polać jogurtem naturalnym 0% tłuszczu, posypać cynamonem, a ja dodatkowo używam takiego czekoladowego syropu, który kupiłam w TK Maxie. Widziałam go też w Aldim, ale tu w Irlandii. Taki omlet nasyci na bardzo długo i sprawi, że ochota na słodkie przejdzie :) Poniżej zdjęcia syropu i gotowego omleta. 


5 gram takiego syropu to tylko 13 kcal, a jest przepyszny i meeeega czekoladowy <3





  • Mój drugi sposób to to, że jak gdzieś idę, to zawsze zabieram ze sobą słodkości, na które mogę sobie pozwolić. Dietetyczne batony (jak jestem w Polsce to kupuję batoniki Fitness - najczęściej ten czekoladowy). Tu w Irlandii też kupuję takie batoniki. Ostatnio znalazłam serię sugar free słodyczy dla diabetyków firmy Gullon. Są bardzo smaczne i tak naprawdę nie czuć różnicy między nimi a słodyczami z większą zawartością cukru. Oczywiście nie przesadzam z ilością tych słodyczy - zjem max 2 takie batoniki LUB max 3-4 herbatniki, a nie całe opakowanie. 

  • Trzeci i ostatni sposób to taki, że zanim zjem coś słodkiego, to najpierw zapcham się owocami. Zjem jabłko, mandarynkę, banana, czy jakiekolwiek owoce mam w domu lub pod ręką. Ostatnio moim faworytem są winogrona, bo są mega słodkie i można się nimi zapchać. W większości przypadków ochota na słodycze mi mija po zjedzeniu owoców, lub jestem już tak syta, że nie dam rady zjeść nic więcej. Jogurty smakowe są też super. W Polsce lubiłam jeść Jogobellę light lub sojowe jogurty firmy Alpro.

Zawsze robię tak, że biorę miskę lub talerz i robię sobie taki "snack platter" i w pierwszej kolejności jem owoce. Jeśli mam ochotę na jeszcze, to wcinam jogurt, a na końcu w ostateczności herbatniki lub coś słodkiego (na tej fotce są herbatniki dla diabetyków wyżej wymienionej firmy Gullon). Jeden taki herbatnik to 25 kcal, a jogurt ma 99 kcal.


Mam nadzieję, że dzieląc się moimi radami będę w stanie komuś pomóc :*

Trzymajcie się,
Holly

PS. Waga dzisiaj rano pokazała 58.6 kg. Skaczę ze szczęścia <3 Już tak niewiele do celu, a gdy osiągnę 57 kg, to będę pracować nad utrzymaniem tego.

PPS. Wstawiam zdjęcie porównawcze sprzed odchudzania (lato 2019) i teraz (luty 2020). Miałam to zrobić w jednej z poprzednich notek, ale zapomniałam.

wzrost: 159 cm

59 kg                    |                   72 kg

środa, 19 lutego 2020

Nieperfekcyjnie.

Zaczynam dziś pracę później i nie idę na poranne zajęcia jogi, co oznacza, że w końcu mam czas, by skrobnąć parę słów! Tak się cieszę, bo tęskniłam za pisaniem tutaj. Niestety moje życie płynie w zawrotnym tempie i nie starcza mi czasu, by tutaj pisać z większą regularnością :( A teraz siedzę sobie przy biurku z kubkiem zielonej matchy (oby dodała mi energii) i ze śniadaniem (jogurt naturalny 0%, owoce i bułeczka dyniowa - foto bułeczek będzie zawarte w tej notce).
Ostatnie półtora tygodnia minęło mi bardzo szybko. Wróciłam do Irlandii po krótkiej wizycie w Polsce. Pracowałam, nadrabiałam z pracami domowymi do szkoły, chodziłam na zajęcia jogi i sama przygotowywałam się, by takie zajęcia poprowadzić. W ubiegłą sobotę poprowadziłam swoją pierwszą relaksację dla grupy 20 wspaniałych kobiet i to było niesamowite! Siedząc tam i prowadząc całą grupę ku stanu relaksacji, patrzyłam na wszystkich, jak swobodnie leżą i nie mogłam przestać się uśmiechać. W końcu znalazłam dla siebie to, co kocham i wiem, że to moje przeznaczenie!

Jeśli chodzi o dietę, to ciągle utrzymuję tą samą wagę - 59 kg. Miałam kilka upadków, gdy przez parę dni zjadłam więcej, niż bym chciała, ale na szczęście nie przytyłam, a utrzymałam wagę. Byłam z chłopakiem na kolacji walentynkowej i jedliśmy pizzę, taki pyszny chlebek z hummusem i deser. Było też wino. Dużo zjadłam tego wieczoru, ale cały dzień przed zaplanowaną kolacją trzymałam dietę. I wiecie co? Nie żałuję! Nie chodzę na kolację z moim chłopakiem często, a takie chwile i spędzony z nim czas są dla mnie wyjątkowe.

Zostało mi 2 kilo do zrzucenia do mojego celu. To tak niewiele, a jednak te ostatnie kilogramy schodzą najwolniej. 

Ostatnio dużo czasu spędzam w kuchni eksperymentując. Kupiłam sobie e-booka z mega zdrowymi przepisami i ciągle z niego korzystam. Zrobiłam bułeczki z dyniowego puree, chili z cukinią, placuszki z cukinii. Wszystko zdrowe, placki były smażone jedynie na takim sprayu o nazwie Fry Light, którego niestety nie widziałam w Polsce, a tu w Irlandii jest bardzo popularny. Jeśli pojedziecie kiedyś na Wyspy Brytyjskie, to naprawdę polecam się zaopatrzyć! Są różne smaki. Ja mam słonecznikowy, maślany i czosnkowy. Kilka psiknięć na patelnię i można smażyć :) Jedno psiknięcie to 1 kcal.


tego używam najczęściej


A oto kilka moich ostatnich eksperymentów w kuchni, o których wspomniałam:



placuszki z cukinii i jabłka z jogurtem naturalnym 0%, cynamonem i pestkami słonecznika i dyni

bułeczki z dyniowego puree z dżemem robionym przez babcię <3

To by było na tyle co do dzisiejszego wpisu. Zaraz muszę lecieć do pracy, ale mam jeszcze chwilkę, by zobaczyć, co tam u Was słychać, więc lecę na Wasze blogi.

Trzymajcie się :*
Holly

sobota, 8 lutego 2020

Pobyt w Polsce.

Hej Kochani <3


Wpadłam tu przed snem, żeby coś skrobnąć. Wczoraj miałam dość intensywny dzień - spotkałam się z rodzinką. Byłam z kuzynką na pizzy, która była planowana już dłuższy czas, więc nie to, że zawaliłam. Pozostałe posiłki były wzorowe i dietetyczne (na śniadanie jogurt naturalny z owocami, a na kolację pieczywo chrupkie z pastą z fasoli domowej roboty babci).

Dzisiaj miałam jakiś taki dzień, że ciągle chciało mi się jeść. Na śniadanie zjadłam brązową bułkę z pastą z fasoli, plasterkiem żółtego sera i pomidorem. Na lunch zjadłam zupę warzywną babci. Na kolację zapiekane pieczarki (z cebulką i lekko posypane tartym serem - było pyszne!). Na deser zrobiłam chlebek bananowy i zjadłam kromkę z dżemem babci. Oprócz tego między posiłkami zjadłam dwie jogobelle light i owoce (winogrona i khaki). To chyba tyle. 

Waga dzisiaj pokazała 59.4 kg, także na razie stoi w miejscu. Zostało mi 2,4 kg do wagi docelowej... I nie wiem, czy powinnam zaniżyć cel do 55 kg, czy stanąć na tym 57 kg. Czasami jest tak, że dobrze czuję się w swoim ciele, a czasami nie.

Byłam dzisiaj na zakupach z mamą. Kupiłam sobie buty i torebkę na wesele, które czeka mnie w maju (nie moje - znajomych :D). Kupiłam też jakieś jogurty i owoce, ale dużo tego nie było, bo w poniedziałek lecę już do Irlandii. W domu jest tyle jedzenia, że nie idzie tego wszystkiego przejeść.

Na jutro w planach jest wizyta cioci z wujkiem. Będzie obiad, ale nie mam czego się obawiać - oni będą mieli typowy niedzielny obiad (jakieś mięso, ziemniaki, surówka), a ja mam zupę warzywną i zapiekane pieczarki z dzisiaj. Na deser są niestety te nieszczęsne pączki. Może jednego zjem, aby babci nie było przykro, ale na tym się skończy!

Na zakończenie kilka zdjęć ostatnich posiłków:

makaron z warzywami

jogurt naturalny 0% tłuszczu z owocami

zupa warzywna babci <3

To by było na tyle. Trzymajcie się i miłej niedzieli :*

Holly

poniedziałek, 3 lutego 2020

Powrót do blogosfery.

Witajcie ♡ Niestety mój stary blog został usunięty przez Bloggera, bo naruszał jego warunki. Nie wiem o co chodzi, bo nie promowałam na nim pro-any, a jedynie pisałam o swoich zmaganiach z odchudzaniem i przemyśleniach. Jest mi strasznie przykro z powodu utraty wszystkiego, co na tym blogu było - licznych zdjęć, przemyśleń, przepisów. Cała moja ciężka praca i pisanie tam przez kilka lat poszło na marne. No cóż, trzeba zacząć na nowo i mieć nadzieję, że ten blog nie zostanie usunięty.

Nowi czytelnicy, pozwólcie, że się przedstawię. Jestem Holly. Nie jest to moje prawdziwe imię i raczej nigdy nie zdradzę tutaj prawdziwego imienia, a imię Holly od zawsze bardzo mi się podobało. Mam 26 lat i od prawie pięciu lat mieszkam w Irlandii. Po ukończeniu studiów w Polsce (anglistyka) zdecydowałam się na przeprowadzkę i takim sposobem od kilku lat mieszkam tu na zielonej wyspie. Pracuję w kawiarni na pełny etat i uczęszczam na kurs na instruktorkę jogi w niektóre weekendy. To tak w dużym skrócie.


Jeśli chodzi o odchudzanie, to moja historia z nim jest baaaaardzo długa. Pierwszy raz zaczęłam się odchudzać mając 14 lat. Niestety w wieku 16 lat odchudzanie wymknęło mi się spod kontroli i nabawiłam się zaburzeń odżywiania. W tamtym wieku kochałam czytać wszelkie książki o tej tematyce, jak i oglądać filmy i seriale. W Internecie poznałam nawet dziewczynę, która stała się moją przyjaciółką od odchudzania. Funkcjonowałam na dwóch jabłkach i Kubusiach dziennie, chudłam szybko, zarywałam noce, opuściłam się w nauce i wyglądałam jak tragiczne, wygłodniałe emo bez siły. Przejrzałam na oczy, gdy raz pod prysznicem zrobiło mi się słabo i zemdlałam. Próbowałam kilka razy wstać, ale za każdym razem mdlałam. 


Oczywiście później przytyłam i to dużo, później znowu się odchudzałam, a tuż przed wyprowadzką do Irlandii założyłam mojego starego bloga HollyGrace-Diary. Pisałam regularnie, wstawiałam tam fotki moich posiłków i dzięki blogowi poznałam bardzo dużo ciekawych osób. Nie odchudzałam się wtedy tak drastycznie, jak zza nastoletnich czasów - po prostu jadłam dietetyczne i zdrowe posiłki, tak między 800-1200 kcal. 

Po przeprowadzce do Irlandii prowadziłam jeszcze bloga, później przestałam i przytyłam, później znowu do tego wracałam i tak w kółko.

Od września 2019 udało mi się schudnąć z 72 kg to 60 kg, nie licząc kalorii, a jedynie jedząc zdrowo, bazując na warzywach i owocach. Oczywiście jem też inne rzeczy, takie jak płatki owsiane, ryż, makaron, ciemne pieczywo, musli, produkty mleczne itp. Poniżej wrzucę kilka zdjęć przykładowych posiłków:










To by było na tyle. Teraz lecę w poszukiwaniu ciekawych blogów o podobnej tematyce, które zaobserwuję. 

Do następnego,
Holly